poniedziałek, 20 września 2010

Casting na psa

The Face - Dog fish par oddsockMłodym psim aktorom jest chyba równie trudno się przebić w filmie czy reklamie jak ich dwunożnym kolegom po fachu - w cenie są niezawodni doświadczeni wyjadacze

Pewien reżyser zwrócił się kiedyś do Zakładu Tresury Psów „Russ” z prośbą o wyszukanie kundelka. - Próbowałem zaproponować któregoś z uczestniczących w naszych szkoleniach, niestety żaden mu nie odpowiadał - opowiada Marek Russ. Zacząłem wyszukiwać po schroniskach - też bez rezultatu. Aż kiedyś przyprowadziłem golden retrievera. Gdy reżyser go zobaczył, wykrzyknął: O, właśnie o takiego mi chodziło!
Inną przygodę wspomina Agnieszka Boczula, która podobnie jak Marek Russ od kilkunastu lat szkoli psy do pracy w filmie i w reklamie. - Owczarek kaukaski miał biec za bohaterem i wskakiwać mu na plecy. Pies został do tego przygotowany, ale wtedy reżyser stwierdził, że bohater będzie się wspinał na drzewo, a pies skoczy za nim i zerwie mu but. Nie zdawał sobie sprawy, że nie ma to nic wspólnego z tym, czego go nauczyłam, i że muszę zaczynać od początku. Osoby szykujące psy i inne zwierzęta do pracy na planie filmowym czy reklamowym muszą się liczyć jeszcze z wieloma innymi niespodziankami.

Im więcej gra, tym częściej gra
Wraz z przełomem lat 80. i 90. XX wieku w Polsce wzrosło zapotrzebowanie na psy i inne zwierzęta do licznych produkcji filmowych i reklamowych. Początkowo wiele z nich - zwłaszcza do reklam - ściągano z zagranicy. Z czasem zaczęto współpracować z polskimi szkoleniowcami. Dziś producenci nie szukają już na oślep, tylko dzwonią do kilku osób, o których wiedzą, że są w stanie znaleźć im zwierzę z odpowiednimi warunkami fizycznymi i profesjonalnie je przygotować. Takim sprawdzonym miejscem jest obchodzący w tym roku dwudziestolecie istnienia Zakład Tresury Psów „Russ”, jedna z pierwszych prywatnych psich szkół w Polsce. Agata Kordos opowiada, że wykształciła się u nich przez lata grupa czworonogów runy o dużym doświadczeniu. Już na etapie standardowego szkolenia trenerzy obserwują psy pod kątem psychiki i współdziałania z obcymi, zbierają też ich zdjęcia do bazy danych. - Pies, który gra w wielu produkcjach, zdobywa większe doświadczenie, a więc robi to coraz lepiej. Jest więc częściej wybierany i koło się zamyka - mówi Marek Russ.

Szkoleniowiec to nie psiarczyk
Są reżyserzy, którzy potrafią pracować ze zwierzętami i szkoleniowcami, oraz tacy, którzy przejmują dowództwo, choć mają pod bokiem fachowca. Sami chcą zostać treserami i mają pomysły, które się nie sprawdzają. - Czasem słyszę, że przecież to takie proste: pies ma przebiec z punktu A do punktu B. Tak, tylko że dookoła kręci się kilkadziesiąt osób, gdy scena już ma być kręcona, przed nosem psa przebiega charakteryzator, a na dobitkę przelatuje nad nami odrzutowiec. Tego nawet najlepiej ułożony i przeszkolony pies może nie znieść. Szczególne znaczenie ma to w wypadku małych czworonogów, które łatwo przestraszyć - mówi Agnieszka Boczula. I dodaje: - Marzy mi się pełna współpraca między reżyserem, aktorami a trenerem i czasem udaje się to osiągnąć, a czasem chce mi się płakać, bo jest tendencja do traktowania szkoleniowca jak psiarczyka.
Wśród tych, którzy umieją kierować i ludźmi, i zwierzętami, jest wymieniany Andrzej Wajda. - Bardzo dobrze nam się współpracowało - wspomina Marek Russ realizację spektaklu Teatru Telewizji „Bigda idzie” według Juliusza Kadena-Bandrowskiego. - Wszystko było na czas omówione i wypróbowane, a Wajda pozwolił nam pokazać, co potrafimy.

Nie zawieść zaufania psa
Szkoleniowiec musi uprzedzić reżysera, że są sceny z psem, które powinny zostać zaakceptowane po pierwszym dublu, bo jeśli zwierzak ma się na przykład witać, to w 15. podejściu nie będzie już tego robił radośnie i spontanicznie. - Podobnie trzeba uważać ze scenami, w których aktor karci czworonoga. Gdy kręciliśmy „Chłopców z placu Broni” dla Teatru Telewizji, strażnik w ogrodzie krzyczał na psa „Do budy!” - za trzecim razem pies już z niej nie wyszedł - mówi Marek Russ.
Należy też pamiętać o tym, że uczy się psa konkretnego zadania. Jeśli więc wytrenujemy gryzienie aktora w pośladek, zwierzak nie będzie na zawołanie chwytał go za nogę. Czasem potrzebni są dublerzy: - W „Hotelu pod Żyrafą i Nosorożcem” miały wystąpić border collie i pudel duży biały. Gdy border zobaczył wystrzyżonego w pompony pudla, nie potraktował go jak psa, tylko jak owcę i wziął się do zaganiania - opowiada Agata Kordos. - Trzeba było wziąć dublera: młodszego, mniej doświadczonego psa, który doskonale sobie poradził.
Zwierzę musi mieć komfort pracy, znać instruktora i wiedzieć, czego się po nim spodziewać. Czasem epizod bywa trudniejszy niż obecność na planie przez prawie cały film. W jednej z produkcji pies miał leżeć bez ruchu, a wokół niego jeden z bohaterów jeździł na motocyklu. Niejeden człowiek by tego nie wytrzymał, a Szogun sobie poradził. - Podstawową sprawą jest bowiem nie zawieść zaufania psa, wtedy będzie robił to, czego od niego oczekujemy - podkreśla Marek Russ.

Kruche czy francuskie?
Także znajomość ulubionych potraw psa nie jest bez znaczenia. Kiedyś w serialu „Rodzina zastępcza” Jędrula miał przekonywać do czegoś Śliniaka półmiskiem kiełbasek. Grający go pies jednak za nimi nie przepadał. Nie był to zresztą pierwszy dogue de Bordeaux, który nad kiełbasę przedkładał ciastka: kruche lub francuskie. Ku zdziwieniu ekipy filmowej trzeba więc było zmienić scenariusz.
Z tą rasą wiąże się też inny problem - ustawiczne nomen omen ślinienie się (trzeba psu towarzyszyć z chusteczką). Zresztą generalnie opiekunowie czworonogów dbają też o to, by aktorzy w pracy ze zwierzęciem nie odczuwali dyskomfortu. Trzeba pamiętać o tym, by pies był zawsze wykąpany - a jeśli z roli wynika, że ma być brudny, to się go charakteryzuje.

Niezniszczalni geniusze
Szkoleniowcy pytani o psy, które wspominają ze szczególną sympatią, rozmarzają się. - Mieszaniec owczarka niemieckiego Szogun biegał w naszej drużynie na torze agility, był mistrzem Polski w tej dyscyplinie. Trafił do nas na szkolenie z kilkunastoletnią właścicielką, która dziś jest instruktorką - mówi Marek Russ. - Był charakterologicznie trudnym psem, wręcz wstydliwym, uciekał podczas szkoleń, ale z czasem mogliśmy obserwować, jak przekształca się w gwiazdę. Niektóre zadania wykonywał wręcz telepatycznie.
Agnieszka Boczula nie może się nachwalić border collie Ertiego: - Jest niezniszczalnym, niezawodnym i niesamowitym geniuszem - mówi. Została kiedyś poproszona o przyprowadzanie psa na nagłe zastępstwo przez reżysera, który nie przepada za szkoleniowcami. Wzięła Ertiego, który w każdym z sześciu dubli wykonał swoje zadanie równie dobrze. Wśród ekipy usłyszała szepty: „Ty widziałeś, on za każdym razem zrobił to tak samo...”. A z ust reżysera padła najwyższa z możliwych pochwał: „Pies zapracował na swoją dniówkę”.

Magdalena Ciszewska


Źródło: http://www.psy.pl/archiwum-miesiecznika/art2351.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz